Brak chodnika, ostry zakręt, zerowa widoczność i rozpędzone samochody tuż obok pieszych. Mieszkańcy osiedla Brzozowy Gaj każdego dnia ryzykują życiem, próbując dojść do Biedronki, na przystanek autobusowy czy po prostu spacerując z psem. Ulica Zakładowa na granicy Plewisk i Poznania stała się drogową pułapką, w której pieszy traktowany jest jak intruz. Czy urzędnicy z dwóch sąsiednich gmin czekają na tragedię, zanim łaskawie wyleją kawałek betonu?
Ulica na styku granic, czyli nikt za nic nie odpowiada!
Lokalizacja ulicy Zakładowej to podręcznikowy przykład urzędniczej spychologii. Leżąc dokładnie na styku Plewisk (Gmina Komorniki) oraz miasta Poznań, droga wydaje się dla władz obszarem niczyim. Efekt? Piesi z osiedla Brzozowy Gaj, którzy chcą dostać się na drugą stronę na przystanek autobusowy MPK lub skoczyć na szybkie zakupy do Biedronki, muszą przeciskać się tuż przy krawędzi asfaltu. Gdy zza zakrętu wyjeżdża samochód, nie ma gdzie uciekać – po jednej stronie jest pobocze pełne krzaków i trawy, po drugiej rozpędzone auta.
Spacer z dzieckiem lub psem? Tylko dla ludzi o mocnych nerwach
Przejście tą trasą z wózkiem dziecięcym lub psem graniczy z cudem i wymaga niezwykłej czujności. Zamiast bezpiecznego ciągu pieszego mieszkańcy dostali tor przeszkód, na którym najmniejszy błąd kierowcy może skończyć się dramatem. Oczekiwanie od władz budowy zwykłego chodnika w XXI wieku to nie luksus, a absolutny fundament bezpieczeństwa.
Dlaczego sprawa od lat stoi w miejscu? Czy wina leży po stronie Poznania, czy Komornik? A może Waszym zdaniem piesi przesadzają i da się tam spokojnie przejść?




